Zielone lekarstwo na stres

„Wyznam, że nie potrafię zachować zdrowia i pogody ducha, jeśli nie spędzę przynajmniej czterech godzin – zwykle cztery to mało – włócząc się po lesie, po wzgórzach i polach, całkowicie wolny, od wszelkich spraw, jakimi mógłby mnie zając świat.” – Henry David Thoreau

Ileż prawdy odnalazłem w tym zdaniu wypowiedzianym tak wiele lat temu a mimo to wciąż tak bardzo aktualnym? Ostatnie dwa miesiące spędziłem na leśnym detoksie spowodowanym kontuzją. Pan w białym fartuchu powiedział, że chodzić to może tak do 15 min max… Przez dwa miesiące w miarę możliwości starałem się stosować do tej zasady… jednak w miarę z poprawiająca się kondycją mojego stawu kolanowego wprost proporcjonalnie powiększał się mój “bałagan na strychu”. W tym chaosie prędzej czy później komuś stałaby się krzywda… dlatego nadeszła najwyższa pora na odkręcenie wentylu bezpieczeństwa. Więc, kierunek puszcza!

Cytat na wstępie nie był przypadkowy. Przeczytany w wigilijny wieczór w znalezionej pod choinką książce podpalił lont na końcu którego znajdował się wypad do lasu. Książka pod tytułem „Puszcza Kampinowska Opowieści o wydmach mokradłach i lasach” tym samym zrobiła na mnie świetne pierwsze wrażenie. Jednak jeszcze za wcześnie na podsumowanie. Na razie ostrożnie dawkuje sobie przyjemność czytania. Wole podchodzić do tego jako do czegoś świadomego a nie tylko wyrywkowo zapychać tym ostatnie wolne chwile. Takie świadome doświadczanie różnych rzeczy dobrze na nas działa i pozwala się zrelaksować i odczuć ten stan.

Pierwszy kontakt z “zielonym” po tak długiej przerwie był dla mnie dosłownie niczym kąpiel w letnim deszczu. Człowiek czuje jak jak bardzo tęsknił za tym uczuciem dopiero gdy poczuje jak bardzo je kocha. Małymi krokami z lekką dozą niepewności zatapiałem się w głąb szlaków.

Ten wpis nie będzie MikroTripem więc nie opiszę dokładnie trasy, którą wybrałem jednak zdradzę, że dla odmiany za punkt startu wybrałem miejscowość Granica gdzie znajduje się wielki parking skansen i czynna w sezonie letnim gastronomia. Polecam, lecz uprzedzam, że w sezonie bywa tam bardzo tłoczno.

Słów kilka o równowadze psychicznej, stresie i po co to chodzenie do lasu…

Jakie korzyści daje nam kontakt z natura? Jak większość z Was może wiedzieć siedzę w tym temacie od lat. Od dziecka nauczono mnie odpoczywać na łonie natury więc również bezpośredni kontakt z całą jej okazałością jest dla mnie relaksujący. Nie tylko gdy świeci słońce i jest ciepło ale również wtedy gdy leje deszcz a wiatr nie pozwala ustać w miejscu. To jest jednak temat na oddzielna historie…

W zeszłym roku byłem na bardzo ciekawym szkoleniu z tzw. radzenia sobie ze stresem. Nie było to szkolenie typowe szkolenie dla korpoludzi i naprawdę sporo w mojej głowie zmieniło. Co najważniejsze otworzyło mi oczy na realne zagrożenie ze do, której nigdy nie przywiązywałem zbyt dużej uwagi. Stres jest to niewątpliwie jeden z szkodliwszych czynników oddziaływujący na nas i uważam za rewolucyjne w swoim życiu świadome podchodzenie do zarządzania nim. Oczywiście uważam, że niemożliwym jest uniknięcie czynników stresogennych jednak, jeśli nauczymy się radzić sobie z jego skutkami dosłownie staniemy się zdrowszymi ludźmi. Stres a raczej jego efekty przyczyniają się do wielu chorób osłabiając praktycznie każdy z układów naszego organizmu. Co gorsza długotrwała ekspozycja na stres dosłownie skraca nasze życie. Na czym więc polega rewolucyjność tego podejścia? Zdradzę po krótce jak ja to widzę i gdzie w tej całej filozofii swoje miejsce odnalazła puszcza.

Wyobraźmy sobie, że wewnątrz naszego ciała znajduje się zbiornik o ograniczonej pojemności. To właśnie w nim nasz organizm przechowuje stres. Każda stresująca sytuacja jakiej doświadczymy w przenośni podnosi poziom cieczy w tym zbiorniku. Wraz z jego wzrostem uruchamiane są w organizmie kolejne procesy fizjologiczne. W naszych organizmach wyzwalana jest adrenalina oraz kortyzol. Te dwa potocznie zwane hormony stresu mają przygotować nasz organizm do dwóch czynności. Do walki lub ucieczki. Jeśli, żadna z tych czynności się nie odbędzie hormony te nie zostaną prawidłowo “przepalone” a co gorsza poziom stresu w naszym zbiorniku nie zostanie zmniejszony. Będzie on się utrzymywał tak długo jak świadomie lub nie go zmniejszymy.

Przyjmijmy, że przykładowo podobnie jak kalorie w spoczynku spalamy ileś procent gram stresu na godzinę spokojnego życia. Jest to jednak zbyt mało by nazwać te metodę efektywną. W przenośni brakuje nam dobrego treningu kardio dla naszego umysłu. Możemy sobie więc wyobrazić, że na dnie tego zbiornika jest kranik, który po wykonaniu odpowiednich czynności pozwoli nam na utylizacje niepożądanej zawartości.

Uniwersalny sposób na stres?

Nie ma uniwersalnego sposobu na zmniejszanie poziomu stresu. No może poza snem… chociaż pewnie znajdzie się ktoś kto ma ze snem jakieś problemy. Dlatego metody na odkręcenie kranika upustowego trzeba odnaleźć na własną rękę. Może to będzie czytanie książek, rozwiązywanie krzyżówek a może praca artystyczna… Każdy musi odnaleźć swój “core relaksu”. Następnie świadomie obniżać poziom stresu tak by nie doprowadzić do wypełnienia wspomnianego zbiornika. Jeśli lubisz kolorować obrazki, to nie ważne ile masz lat… Rób to! Zachowując zdrowy balans będziemy czuli się lepiej i co najważniejsze więcej rzeczy będzie nam dawało radość. Nasze życie po prostu staje się lepsze.

Jak powiedział mój Ojciec “Chwytaj każdą krople deszczu…”. Nie spodziewałem się, że tak bardzo mogę utożsamić się z tym zdaniem. Dokładny sens tej sentencji każdy odnajdzie swój. Jednak w skrócie dla mnie oznacza to docenianie wszystkich małych dobrych rzeczy oraz tych, których na co dzień nie zauważamy. Ja osobiście uciekam w las, do warsztatu lub świadomie staram się czerpać duża przyjemność z małych rzeczy.

Świadomość kluczem do sukcesu

Ja w puszczy wypoczywam… dosłownie z każdym krokiem chłonę jej dobrą energię. Jest to mój sposób na wyrwanie się z kołowrotka codzienności. Świadomie doświadczając czasu, który tam spędzam. To właśnie świadomość pozwala nam oderwać swoje myśli od całego bałaganu, który nas otacza. W naszym życiu konieczne jest by zachować odpowiedni balans pomiędzy życiem codziennym a tzw. salfcare czyli jak ja to nazywam samo zaopiekowaniu. Jak wygląda codzienność, każdy wie… w pewnej chwili sam już nie wiesz gdzie się kończy a gdzie zaczyna kolejny dzień. Dlatego musimy dbać o to byśmy mogli znaleźć czas na rzeczy, które chcemy robić z własnej woli dla własnej satysfakcji. Po prostu dla nas. W ten sposób dosłownie zwolnimy i odzyskamy poczucie kontroli. To może być cokolwiek, nawet poświęcenie 10 min na świadome wypicie herbaty. W skupieniu, w ciszy, w samotności…

Zrobiło się trochę filozoficznie, ale to dobrze bo przecież czym innym jest nasze, życie… Skupmy się więc jeszcze na chwilę na zbijaniu poziomu stresu. Wspomniałem o śnie i słusznie bo sen jest jednym z prostszych i efektywniejszych sposobów na radzenie sobie ze stresem. Jednak aby był efektywny nie może być to sen z przypadku. Należy odbywać go świadomie i się do niego odpowiednio przygotować. Mam na myśli uporządkowanie swojego snu tak by był on regularny odbywał się wedle zasad, które pozwalają go odpowiednio wykorzystać. Znajdziecie wiele opracowań na temat snu więc tam wam odsyłam. Powiem tylko, że jeśli kładziesz się w okolicy północy świeżo po odejściu od ekranu i wstajesz na ósmą do roboty to moim zdaniem masz nad czym pracować.

Do wypalania hormonów stresu rozładowania stresu dobre są aktywności kardio. Bieganie, marsz a może rower… ćwiczenia, które podniosą nasze tętno symulują ucieczkę lub walkę doskonale spalają nie tylko kalorie ale również stres. W przeciwieństwie to ćwiczeń siłowych statycznych. Chociaż moim zdaniem nie należy ich skreślać. Polecam również squosha. Spróbujcie w niego zagrać na poważnie i w trakcie meczu myśleć o czymś innym niż tylko o piłce. Dyscyplin sportowych mamy tyle, że każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie.

Tylko spokojnie… oddychaj…

Ostatnia metoda o której chciałbym wspomnieć to ćwiczenia oddechowe. Tu podobnie jak w przypadku sportu mamy do dyspozycji wiele metod. Czy to oddychanie Wima Hoffa czy inne mniej popularne metody większość nieuduchowionych ma podobne w skutkach działanie. Jesteśmy odpowiednio dotlenieni a to potrafi zmienić wiele w naszym samopoczuciu. Ja osobiście korzystam z metody pozwalającej skrajnie wydłużyć oddech pozwala mi to się zrelaksować a zbyt długie praktykowanie wręcz doprowadza mnie na krawędź snu. Tu nie ma konieczności wiary w działanie magii to jest po prostu czysta fizjonomia organizmu. Nie chce nic sugerować. Sprawdź różne metody i po prostu znajdź tę, która działa na Ciebie najlepiej.

Ciężko to podsumować ale…

Zdaje sobie sprawę, że ten materiał może być bardzo ogólnikowy. Można to potraktować jako swoiste studium przypadku. Opis metod, których ja użyłem. Nie jest to jednak sposób uniwersalny. W przypadku przemęczenia, prze bodźcowania czy co gorsza stanów depresyjnych nie ma złotego środka na rozwiązywanie takich problemów. Może być tak, że potrzebujesz skonsultować się ze specjalistą. Nie ma w tym nic złego. Może być tak, że podobnie jak ja zdałeś/aś sobie sprawę ze swojego złego stanu na tyle wcześnie, że w odpowiednim czasie zaczniesz coś z tym świadomie robić. To jest to pierwszy krok w stronę poradzenia sobie ze swoimi problemami.

Moim lekarstwem okazała się puszcza, świadome czynności i trening. Uciekając na jej szlaki zyskiwałem czas na myślenie i dosłownie chłonąłem jej dobrą energie. Z każdym kilometrem czując się coraz lepiej. Poczułem, że odzyskuje kontrolę i balans. Traktowałem to jak lek teraz jako zdrową profilaktykę, która pozwala odpowiednio regulować w zbiorniku stresu.

Czas na mały apel.

W codziennej gonitwie nie zapominajmy o sobie i dbajmy o siebie i dzięki temu wszystko inne stanie się prostsze.

Dodaj komentarz

10 + piętnaście =

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.